Każdy z nas nosi w sercu pytanie, które powraca szczególnie wtedy, gdy dotyka nas cierpienie: „Boże, jaka jest Twoja odpowiedź na zło?” Gdy patrzymy na wojny, zdrady, choroby, kryzysy wiary, rozbite rodziny czy własną bezradność, łatwo odnieść wrażenie, że Bóg milczy. A jednak Bóg nie odpowiedział na zło przede wszystkim słowem. Odpowiedział Osobą.Jego odpowiedzią jest Eucharystia.
Nie jest przypadkiem, że Jezus ustanowił Eucharystię właśnie w noc zdrady. Nie uczynił tego w chwili triumfu, pośród tłumów wołających „Hosanna”, lecz wtedy, gdy Judasz opuszczał Wieczernik, Piotr miał się Go zaprzeć, a pozostali uczniowie wkrótce mieli uciec.
W samym sercu ludzkiej niewierności Bóg składa dar swojej absolutnej wierności. To niezwykły paradoks Ewangelii: tam, gdzie człowiek odpowiada zdradą, Bóg odpowiada darem z samego siebie.
Eucharystia rodzi się więc w samym centrum dramatu świata. Pomiędzy największym złem odrzuceniem Boga - a największym dobrem - Bogiem, który oddaje się człowiekowi.
Chrystus nie składa swojego życia jedynie po to, aby pokazać, jak bardzo nas kocha.
Czyni to, ponieważ tylko Jego miłość jest zdolna wejść w najgłębsze ciemności ludzkiego serca i przemienić je od wewnątrz. Nie usuwa tajemnicy cierpienia jednym gestem. Wchodzi w nią, aby napełnić ją swoją obecnością i otworzyć drogę ku życiu.
Dlatego Eucharystia nie jest jedynie pamiątką Ostatniej Wieczerzy. Jest nieustanną odpowiedzią Boga na każde zło, które dotyka człowieka.
Co to oznacza dla nas?
Jeżeli przeżywasz odrzucenie, utratę sensu, kryzys wiary, trudności w małżeństwie, cierpienie, samotność czy ciemność powołania - odpowiedzią Chrystusa nie jest przede wszystkim wyjaśnienie. Jego odpowiedzią jest zaproszenie do swojej obecności.
Przedłużeniem Eucharystii jest adoracja.
Podczas godziny spędzonej przed Najświętszym Sakramentem możesz złożyć u stóp Jezusa wszystko, co jest ciężarem twojego serca. Nie dlatego, że od razu otrzymasz rozwiązanie każdego problemu, ale dlatego, że spotkasz Tego, który potrafi przemienić nawet to, czego człowiek nie jest w stanie zmienić. Czasem uczyni cud i odmieni okoliczności. Innym razem da światło, pokój i siłę, aby przejść przez doświadczenie. Zawsze jednak pozostanie wierny swojej obietnicy.
Nieprzypadkowo po ustanowieniu Eucharystii Jezus udaje się do Ogrodu Oliwnego. Czy to był przypadek, że Jezus w Ogrójcu prosił o jedną godzinę czuwania swoich uczniów w momencie, kiedy widział, że zasypiają?
Każdy człowiek przeżywa w swoim życiu własny Ogrójec. Są chwile, gdy serce staje się ciężkie, wiara słabnie, nadzieja gaśnie, a duszę ogarnia duchowy sen. Bardzo często szukając odpowiedzi na zło, które nas dotyka, wchodzimy w jakąś nierzeczywistość, jakbyśmy byli zmorzeni snem - sprzeciwiamy się swojemu powołaniu, może często naszej naturze. Jaka jest odpowiedź na to Jezusa? Wydawać by się mogło, że właśnie wtedy Jezus zaprasza na godzinę czuwania - godzinę adoracji, bo to jest Jego odpowiedź na zło, które Cię dotyka. Dokładnie tak, jak mówił do uczniów: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie (Mt 26,4)
Godzina święta - udział w godzinie Jezusa
W Ewangelii według św. Jana słowo „godzina” nie jest zwykłą jednostką czasu. To pojęcie teologiczne, klucz otwierający całą narrację. Na weselu w Kanie Jezus mówi do Matki: „Jeszcze nie nadeszła godzina moja” (J 2, 4). Później, gdy faryzeusze chcą Go pojmać, Ewangelista zaznacza: „nikt Go jednak nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (J 7, 30; 8, 20). A w końcu, tuż przed Męką, pada zdanie, które zamyka to długie oczekiwanie: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (J 12, 23).
Cała Ewangelia Janowa jest napisana tak, jakby wszystko zmierzało ku jednej godzinie -godzinie krzyża, która okazuje się godziną chwały. Jeśli więc mówimy dziś o „godzinie świętej” w adoracji, wchodzimy w ten sam biblijny nurt myślenia: nie każda godzina jest taka sama. Jest w tygodniu godzina, ku której wszystko inne powinno zmierzać i z której wszystko inne powinno czerpać sens - tak jak całe życie Jezusa zmierzało ku Jego godzinie.
Jego Godziną jest śmierć na Krzyżu, kiedy oddaje za nas swoje życie, abyśmy my mogli żyć.
Benedykt XVI, rozważając ten fragment, uczył, że godzina Jezusa pragnie stać się naszą godziną, a dokonuje się to wtedy, gdy sprawując Eucharystię, pozwalamy się objąć przemieniającym działaniem, którego pragnie Pan - bo, jak podkreślał papież: “Eucharystia musi stać się centrum naszego życia". To właśnie w „swojej godzinie” Jezus pokonuje śmierć, grzech i wszelki lęk. Adoracja eucharystyczna, nasza „godzina święta”, jest sposobem uczestniczenia w tym zwycięstwie: trwając przy Jezusie obecnym w Najświętszym Sakramencie, pozwalamy Mu, by tę samą moc, która przezwyciężyła śmierć, uwalniał także w nas - z grzechu, z ciemnych nocy, z lęku.
Adoracja nie jest więc czymś dodanym do Eucharystii z zewnątrz, lecz jej naturalnym przedłużeniem. Benedykt XVI wskazywał, że sprawowanie Eucharystii jest wejściem w tę samą „godzinę”, o której mówi Ewangelia Janowa, a dzięki niej godzina Jezusa staje się naszą godziną - Jego obecnością pośród nas. Dlatego nasza godzina święta pozostaje w ścisłej więzi z Godziną, w której Jezus złożył z siebie ofiarę: trwając na adoracji, sami - w małej, ale prawdziwej mierze - składamy siebie w darze, wchodząc w ten sam ruch oddania, jaki dokonał się na krzyżu.
W Eucharystii Jezus nie tylko przemienia chleb i wino w swoje Ciało i Krew - pragnie przemieniać także nas, abyśmy z każdym spotkaniem z Nim coraz bardziej upodabniali się do Niego, mogąc powtórzyć za świętym Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Tak jak kapłan łamie podczas Mszy świętej chleb, tak Jezus pragnie w ciszy godziny świętej łamać swoją miłością wszystko, co w nas zamknięte, zranione czy lękliwe - każdy grzech, każdy cień, każdy mrok, który niesiemy w sobie.